Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
(strona 1) " — Przenajświętsza Panno, widział to kto, już odjeżdża! — zawołała Jakubowa. — A jak będziecie za granicą, to bądźcie we Chrancji, ja tam byłam, choć to dawno temu. I w Ficzpanii byłam, kłaniajcie się tam w Paryżu od..."

(strona 2) " Z łaski pańskiej oto nie będzie mi krzywdy. Proszą też Boga, żeby panisku dał największą fortunę, bo panisko zasługuje na to. — Nie pragnę — odrzekł Paweł, na którego Marcysia jakoś spod oka, zadąsana, spoglądać zaczęła...."

(strona 3) " ci, żeby im dorównać, wyróżniając się jednak od nich, oczywiście na gorsze, wydatniejszymi rysami naznaczył się w jej wyobraźni, jako nowość odmienna od dawniejszych konkurentów. A zresztą, tak eleganckiego hołubca wyciął..."

(strona 4) " zynostwo z Pawłem, młodość, niczegowata powierzchowność, niby to skromność i lękliwość, a przy tym domniemane upodobanie w pracy umysłowej, łudzą pannę, że kto wie, czy to nie ów człowiek upragniony jak niewolnik schnąć..."

(strona 5) " łość. Drobne odcienia wzajemności z jej strony już wydają się mu pewnością i przewracają w głowie aż do pogardzenia Marcysią, aż nawet do lekceważenia Jabłuszkowej, z którą po wyprowadzeniu się z Mostowej i przegraniu procesu..."

(strona 6) " szedł natychmiast udzielić Beleńskiemu ważnego odkrycia. Nie dość na tym! Uwzięło się widocznie przeznaczenie, żeby dramatyczniej wyszły na jaw zabiegi szczęśliwego Marcelka i tajemniczy powód melancholii panny. Aniela, będąc..."

(strona 7) " — W domu państwa dobrodziejstwa bywa niejaki pan Marceli Gulmańcewicz... prawda? — Brat wujeczny pana Sarmiewicza? Tak jest! bywa! — odparła Aniela ze zdumionym uśmiechem. — Otóż pani łaskawa daruje, ale zamiast bezimiennego..."

(strona 8) " imię Aniela — odparła żartobliwie kobieta zastanawiając się nagle. — Prawda! pannie służącej od macochy na imię Karolina. Może więc to do niej! Porozumiej się pani z nią, to dobra dziewczyna i nie będzie chciała mieć na..."

(strona 9) " się, przestanie go zadzierać na trzy piętra z przyjaciółmi. — Do trzysta diabłów, nie gniewaj mnie, kuzynko, bo się pobijemy na ulicy! Ja nie chcę być jego przyjacielem. — Co to była za kobieta u ciebie, Angélique? —..."

(strona 10) " mu listy i anakrostyk. Łotr Staś wyszperał podarty brulion — dodał Beleński opowiadając jej szczegółowo całą okoliczność... Aniela upewniła się teraz, że Gulmańcewicz mógł w kościele wsunąć do mufki bilecik. — Wyznam..."

(strona 11) " — Voilà du nouveau! Otóż to następstwa, kiedy się przypuszcza do zbytniej poufałości takich ludzi jak na przykład Sarmiewicz, którego za wzór chcecie stawiać drugim. Wprowadził zaraz jakiegoś tam kuzyna, un Dieu sait qui..."

(strona 12) " była powinność z jej strony, a łaska nadzwyczajna. Kłaniając się do nóg wielmożnej pani, jeszcze błagał, ażeby nie troszczyła się zbyt o skrupulatną upłatę rat, na którą przystał od razu, i tylko siebie i córkę polecając..."

(strona 13) " w obcowaniu z nią ciężyły mu coraz bardziej ustawiczne rady i przestrogi macierzyńskie. Coraz więc smutniej było u kowala w izdebce pobielanej, z okienkiem wychodzącym na Wisłę. Ile razy kanarek, którego na pamiątkę Marcysi darowała..."

(strona 14) " który wiem, że tu u państwa bywa, a tak samo jak matka jego zwodzi was najniegodziwiej. — Cóż też pani mówisz? — zawołała dziewczyna drżąc lękliwie przed nieznajomą, której wyraz każdy serce jej przeszywał, i z namiętnej..."

(strona 15) " których w mroku rozeznać nie mogła dokładnie, zawołała na Jakubowę. — Za dobre zwykle złem płacą, mniejsza o to, żeś mi tak panna odpowiedziała... dobranoc! — Nie puszczę pani, musisz mi powiedzieć, coś za jedna. — Nic..."

(strona 16) " choć ona tego nie pamięta, mam więc obowiązek poniekąd. — Ma się wie! Oj, ten ojciec Jakub. Jak on to wszystko wyszpera zaraz — co? — A tak! powiadam państwu. W tym domu, gdzie jestem gospodynią, ojciec Jakub przychodzi po..."

(strona 17) " zębami do wdowy, która spoza trumien wydostawszy flaszeczkę, przepiła do niego sporą miarką. „O... o paniczu, ze mną nie tak łatwa sprawa — mówiła sobie w myśli Domicela wziąwszy dorożkę na Nowym Mieście. — Nie tak, jak ty..."

(strona 18) " do pojazdu. Kolana chwiały się pod nią, mrok biegł na oczy, zawrót do głowy. Wtem schwytał ją ktoś za rękę i głos przenikliwy szepnął do ucha: — A co? Prawda, że piękna? Widziałaś panna, jak jej włożył bielecik do mufki...."

(strona 19) " cychna mi oto zaniemogła i okropniście zmizerowało się dziewczątko. — A mój Boże! panna Marcjanna chora? Czemużeście mi nie donieśli zaraz, poczciwy kumie... Tak się nie godzi. Cóż jej takiego? Siadajcież z łaski swojej!..."

(strona 20) " dząc, że ten krostowaty jegomość, przyzwoicie ubrany, zapewne jakiś pan wioskowy, jeśli nie dygnitarz, a co najmniej doktor, wstał i potulnie przekładał rogatywką z jednej do drugiej ręki, jakby czekając na rozkaz lub obstalunek. —..."

(strona 21) " — Ordinaire ... cięty prawie zawsze, z plastrem na oku... Kiedy powita na ulicy, a idzie się z kim porządniejszym, to nie podobna mu odkłonić się — wtrącił Marcelek. — Tak jest bez zaprzeczenia. Nieraz i ja, i szwagier, w..."

(strona 22) " rubli na świecą, wódkę, serdelki, chleb i tytoń. Potem się pokwitujemy. A kiedy będę zakładał, dam panu dwadzieścia rubli, żebyś dorzucił do banku. Zbierzemy się koło jedenastej, przyjdzie tu z nami może jeden młody, przystojny..."

(strona 23) " że może jeszcze Marcel nie wyzdrowiał, któregoś ranka wyprawił się znowu do niego. Nie zastał w domu, ale od przychodniego służącego, co zamiatał pokój, gdzie mnóstwo nie dopalonych cygar, skórek od serdelków, papierosów,..."

(strona 24) " dzi i będzie nadal udzielał lekcje pannie Szczepańskiej. Nie poprzestawszy na tym kowal wpadł jeszcze do Pawła. Ten, korzystając nareszcie ze sposobności, tak samo prawie jak kiedyś ojciec Jakub u nieboszczki Michałki przy Józiaku —..."

(strona 25) " wracając do domu. Nie śmiał spojrzeć na córkę, zrzędził, wrzeszczał w kuźni, aż czeladź i chłopcy w głową zachodzili z zadziwienia. Kontrolerowa, choć z jednej strony cieszyła się, że synalek jej zaniedbuje Szczepaniaków,..."

(strona 26) " potrzebowała wysługiwać się u kogo. Myśli mama, że to przyjemnie? — Ależ, moje dziecko, nie godzi się tak mówić z matką. Wszakże to nie dla siebie, ale dla ciebie... — odparła kobieta, której mimo całej grandezzy..."

(strona 27) " odmówi! Ani się mama domyśla, jak mi koniecznie potrzebny porządny, a nawet wykwintny ubiór — dodał pieszczotliwie, całując ją w rękę. — Oj ty, pieszczochu i filucie! Dam ci jeszcze piętnaście rubli, od ust sobie odejmuję, ale..."

(strona 28) " VII Marcel zasmucił się, że rozgniewał matkę, a zwłaszcza, spodziewając się na pewno wzmocnienia kasy, konwulsyjnie teraz miął w kieszeni szczupłą, ubogą portmonetkę. Po drodze jednak, lubując się w szybach kilku sklepów..."

(strona 29) " — Comment, vous déjà partez de Varsovie? — zapytał żywo. — Tak, panie, w tych dniach — odparła po polsku, krzywiąc się nieco na francuszczyzną zapytania. — Adieu, Monsieur Gulmańcewicz! — dodała grzeczniej,..."

(strona 30) " — Daj mi pokój, Pawełku! Déjà excepté cela je suis tant malheureux! — Pewno nie masz pieniędzy? — Strzeżże mnie, Boże, nie dlatego! — zawołał i łzy gorzkie podeptanej próżności gradem z oczu się puściły. —..."

(strona 31) " Nic dziwnego! Sam sobie winę przypisz, może przejęto jaki twój bilet, może się po anakrostyku domyślono, słowem, wydały się zabiegi — dodał ochłonąwszy. — Cóż to rysujesz, Poluniu? — Radczyni i panna Karolina prosiły mnie,..."

(strona 32) " chany Poluniu! To choć może w tych dniach raczysz mi pomóc... Daruj, żem ci dotychczas jeszcze... Dalszy ciąg wynurzeń przerwał mu Beleński, który przyszedł sam zaprosić ich obu na herbatą do siebie. Paweł, przypuszczając, że..."

(strona 33) " padkiem, przez całą noc oka nie mógł zmrużyć. Zbudził się z bolem głowy, z poczerwieniałymi oczyma; aż się przeląkł przejrzawszy się w lustrze. Kum Szczepan czekał i polegał na obietnicy Kontrolerowej — Marcysia ani razu nie..."

(strona 34) " jący przy nim Marcelek uśmiechał się głupowato — a najmizerniej jakoś wyglądał spomiędzy wszystkich. Dym, zaduch, gwar i nieład. Zatrząsł się z gniewu kowal na ten widok. Służył w wojsku, domyślił się, że musieli całą noc..."

(strona 35) " i oszukał. A ze sercem, co człek miał dla państwa i co tam zrobił... niech go najsiarczystsze pioruneczki zatrzasną! toćże nie zginiem jeszcze. Graj se pan, graj! U nas, na Głębokiej, to za nisko dla takich panów, obejdzie się bez..."

(strona 36) " USTĘP SZÓSTY   O czasie, rzeczy martwych ty [upiększycielu, Ozdobo siwych zwalisk; dla boleści [silnych Ty lekarzu jedyny i pocieszycielul O czasie, poprawiaczu sądów naszych [mylnych! Próbo prawdy, miłości! ty jeden [niebiedny..."

(strona 37) " W ciągu dwóch miesięcy tyle śmierci i narodzin rozlicznych: cielesnych i myślowych; tyle zmian na wiekuistym cmentarzu i kolebce życia — a cóż dopiero w przeciągu lat dwóch! Dziś, gdzie tak szybko żyjemy, że różnica umysłowa..."

(strona 38) " i ważniejszej powieści ich życia; ludzie, wśród których się kręcą, tak się zaokrąglają przy ich zwyczajności, że i patrząc na nich, co w najszczuplejszym zakresie nie mogą oddziaływać i nie są nawet w stanie przyjąć biernie..."

(strona 39) " niejsza chwilowo fortuna odwróciła się najzupełniej. Schwytany przez którąś rybę na pasterskiej kulbaczce w diabełka, skompromitowawszy współtowarzyszów, za niezgrabność dotkliwą musiał ponosić karę — wyłączenia od..."

(strona 40) " odpisywali prędko, a Marcelek dzień w dzień potrzebował na lekarstwo, jadło i rozliczne wydatki w chorobie, Kocio rzekł do niego któregoś ranka po czwartym kieliszku jamai: — Wiesz co, Gulmańcewicz, tak dłużej nie podobna. Ja ci..."

(strona 41) " batów wypalić, żeby mi na czym zbywało. Słuchaj no! Porucznik mi mówił, że ten Szczepaniaczysko to bardzo poczciwy i miłosierny człowiek. Chociaż matka twoja jeszcze mu sporo winna, zawsze jednak upłaca, więc kredyt jest. Poróżnił..."

(strona 42) " dy błyskały na twarzy, rozparzonej od gorąca i trunku. — Ah! mon Dieu, mon Dieu! Matka własna nie odpisuje mi tak długo, zmarnowała dwanaście tysięcy. Brat, któremu tyle dobrego świadczyłem, zapomniał o mnie, ty jeden, Kociu,..."

(strona 43) " z Marcelem, który jest śmiertelnie chory, oddał jej list. Marcysia zbladła, zarumieniła się, po pełnej jej twarzy (bo nabrała jeszcze tuszy) przebiegł dreszcz jakiś, iskry błysnęły w oczach... Po przeczytaniu listu nagle zagasły i..."

(strona 44) " dłużek, co z łaski pani zaniosę dzisiaj koledze... Udaliśmy się do pani wiedząc, że w takich razach zawsze więcej można zaufać damie, chociażby nawet po chwilowym z nią nieporozumieniu. — Proszę pana, nie tylko panu..."

(strona 45) " — Wątpię, szanowny gospodarzu, bo niedawno, jak przyjechałem do Warszawy. — Tak? Mnie się zdało, żem pana widział... Nie znasz pan czasem pana Gulmańcewicza? — A cóż za nazwisko, u licha — odparł z uśmiechem Kocio. — Nie..."

(strona 46) " Kontrolerowej, co zarwawszy od nich pieniędzy, dotychczas zaledwie mniejszą połowę długu zapłaciła — we właściwym nareszcie świetle uwydatniło przed nią dawnego ulubieńca... Straszną bywała obrażona pycha magnacka,..."

(strona 47) " takiego czynnego trybu życia nie myślała nawet o zamęściu, choć jej nie zbywało na zalotnikach i oświadczynach przed starym. Stelmach z Zakroczymskiej, stolarz z Nowego Miasta, nawet dwóch niższych urzędników, co w piwiarni pod..."

(strona 48) " niami według jego planu, zazieleniły przyogródki, wykopano sadzawki, rozszerzono stawy, wieś, inną zupełnie powierzchowność przybrawszy, zasłynęła w całej okolicy. Jednym się to nie podobało, drudzy postanowili naśladować..."

(strona 49) " wały świetności ich siedzibie i nazwie. Trafnie przewidział Beleński, że panna dowiedziawszy się o prawdziwym autorze listów i anakrostyku, kto wie, czy nie zapragnie, aby więcej takich utworów wysławiało jej wdzięki i galwanizowało..."

(strona 50) " archanielskich oczu, tak potrzebne mu było opiatyczne upajanie się dźwiękiem jej głosu... Tyle mu nadto chwil zajmowała robota i towarzystwo Beleńskiego, że nie miał nawet czasu zastanawiać się i tłumaczyć sobie we właściwy sposób..."

(strona 51) " spodziewany urzędnik ekonomiczny, do którego Beleński miał interes, pobiegł też przyjąć go natychmiast, Aniela zaproponowała przejść się nieco po ogrodzie, Paweł machinalnie poszedł za nią... Przed wieczorem na schyłku już lata..."

(strona 52) " biety, z którymi pod względem wrażliwości mają wiele wspólnego. Paweł walcząc ze sobą przez chwilę i wahając się nareszcie rzekł nieśmiało: — Zawstydziliście mnie państwo dobrocią i łaskawością, nie wiem istotnie, jak wam..."

(strona 53) " nak z piersi nie mogą. Nie śmieją wyjawić go nigdy, nie zaprzedadzą wspomnień. Kobieta milczała. — Raz tylko w życiu ukazuje się jasny anioł... i ja go widziałem na wstępie do życia. Kobieta drgnęła. — Nie śmiejąc marzyć..."

(strona 54) " ce jak dziecko, pobiegł w bok parę kroków, posadził na darniowej ławce i o mało co nie padł na ziemię. Tchu mu brakło, tak biegł szybko. Siadłszy przy niej, pod wpływem jeszcze przestrachu kobieta, blada jakkby kwiat kalii,..."

(strona 55) " liną, co usłyszawszy krzyk siostry dotychczas miała oczy zapłakane z obawy, czy jej wściekły pies nie pokąsał przypadkiem. W kilku słowach wyjaśniło się wszystko. — Ach! dziękuję z serca, panie Pawle! — mówił Beleński..."

(strona 56) " — Józiaku, poczciwy bracie! Jak się masz? — Zdrowo, dzięki Bogu — rzekł z westchnieniem. — Już się tak stęskniłem, że bym chyba umarł, gdybym nie wrócił. Dowiedziawszy się z listu ojca Jakuba, że pan tu bawisz, po drodze..."

(strona 57) " uznanie wyższości własnej nad nią nadawało mu pewność i zaufanie. Przyszła kolej na Józiaka wypytywać się o rozmaitych znajomych, a naprzód o panię Beleńską, co to ją przedtem jaśnie panią nazywał. Na niewinną wzmiankę o niej..."

(strona 58) " sekwentnie, że nie tylko wierna wrażliwość i uwaga, ale zastanowienie, sąd nieraz bardzo trafny młodego rzemieślnika i udatność wysłowienia uderzały ludzi, tyle od niego ukształceńszych. Nazajutrz z rana w ogrodzie, gdzie panna..."

(strona 59) " oczu na każdym przybywającym wiedziała, a wierzyć nie mogła, żeby tak przystojny mężczyzna, przyzwoity w ubiorze i w obejściu, mógł być tylko rzemieślnikiem, zwłaszcza że mówił nienajgorzej po francusku. Przypuszczając jakąś..."

(strona 60) " gał coraz bardziej, aż mu niecierpliwie raz odpowiedział: — Jedź sam, nie wstrzymuję cię. Nie, nie, bracie kochany, poczekaj tylko do jutra, pojedziemy! — dodał po chwili łagodniej. Przeszło jutro i pojutrze, Józiak wiedział, że..."

(strona 61) " wściekłego zwierza, wyratuj mię tym ostatnim poświęceniem! — Nie obawiaj się, pani, szaleństwo ludzkie nie tak niebezpieczne, a jam jeszcze nie oszalał — dodał smutno Paweł z gorzkim uśmiechem. — Niedobry jesteś... szczerość..."

(strona 62) " tro odwiedzić Szczepaniaka, tymczasem mieszkaj ze mną, bracie! Ale minęło niemało juter, zanim mógł mu dotrzymać obietnicy; rozchorował się na zapalenie mózgu. Imię, które wymawiał w malignie, tylko słyszał Józiak jeden i nie..."

(strona 63) " cze, sakre nądi! A co, prawda, panie Józiaku, jak to pięknie we Chrancji? Wódkę ino tam przezywają konik, konik co prawda to droga, ale wino, Przenajświętsza Panienko, za bezcen... Ho, ho, Jakubowa pamięta wszystko... diwę, delodwi,..."

(strona 64) " odmruknęła stara, która chciała koniecznie wejść w gawędkę z Józiakiem, ale zakonnik dał jej znak, żeby się nie sprzeciwiała kowalowi. — Ano, widzicie, kumie, wrócił przecie nasz syn marnotrawny, stęskniło się mu do nas na..."

(strona 65) " — Ano, nie bójta się, dzieci! Zbierzemy się jeszcze swoi, zbierzemy, bo pan Paweł, choć to paniątko prawdziwe, nie tak jak ten tam Gulmańcewicz, koń Pana Jezusa, ale widzicie, jemu raźno z nami, bo to serce bije mu jak u nas: prosto i..."

(strona 66) " Nareszcie kiedyś odrzekła rumieniąc się nieco: — Maciusiowa mówiła, że Józiak jak dwie krople wody podobny do portretu księcia Józefa, tylko jeszcze ładniejszy, a panna Petronela Szmeterling, siostra pana Juliana, urzędnika tego,..."

(strona 67) " Radosna ta pokora, cześć serdeczna, tak. właściwa nie tylko naszemu ludowi, ale mniej więcej wszystkim słowiańskim, choćby Paweł nigdy jej nie przyjął, nie miałaby nic poniżającego, bo natchnęłaby ją wdzięczność, nie obawa i..."

(strona 68) " panie budowniczy, bo to baba jego, jak nie przymierzając Jakubowa, lubi czasami łyknąć. — Sam pójdę zaprosić Maciusia, jeśli pozwolicie, ojcze, a choćby Fidrykowa podochociła sobie w nasze zaręczyny... — Przenajświętsza Panno..."

(strona 69) " kiej. Szczepaniak zwlókł się, jak mógł, z łóżka, ogolił się, przywdział granatową kapotę i z rogatywką w ręku, ze łzami w oczach witał gości i łamał się opłatkiem. Siedząc pośród samych życzliwych a nieobłudnych, dumny,..."

(strona 70) " mienia, na którym zarabiają i żyją z niego... Nie podobna znowu, aby wszyscy mieli być nieżyczliwi... Skoro który z tych rajzenderów nakarmi się naszą pszeniczką i żytem, a przypadkiem jeszcze weźmie za żonę Polkę, to sam w trzech..."

(strona 71) " nego, szkodliwi są bez zaprzeczenia dla nas i dla siebie. Potępiając ich jak najsłuszniej, nie zapomnijmy jednak sami uderzyć się w piersi... Panowie i biedacy, szlachta, lud i mieszczanie — wszyscy pragniemy żyć nad stan, każdy z nas..."

(strona 72) " diabeł nie może, babę wysyła", daj, Boże, aby wszystkie stare miały ino wasze wady, matulu! — Merci! — odrzekła przykładając ręką do czoła. — I nie piąć się, dzieci, żyć ze swoimi, nie zadzierać nosa, bo niech je..."

(strona 73) " i Syna, i Ducha Świętego, niech was Bóg błogosławi, dzieciaczki moje! Wsparty na dzieciach, poszedł kilka kroków, ale jęknął nagle i padł martwy na łóżko. Paweł, zakonnik, Maciuś, czeladź rozbiegli się zaraz po doktora,..."

(strona 74) " skie, co podnosi i uzacnia dusze pozostałych; łzy dlań wylewane wdzięcznie zbiera duch jego, czuwa wspomnieniem i przykładem nad gromadką przyjazną, w samej śmierci jeszcze czerpającą popęd do lepszego życia, bratając się żalem,..."

(strona 75) " V W dwa dni potem znak żałobny* i okólnik z cechu wezwał majstrów i czeladź na pogrzeb Szczepana Szczepaniaka, majstra kowalskiego. Bractwo cechowe i bractwo Najświętszej Panny Różańcowej, gdzie był wówczas dwa lata podskarbim,..."

(strona 76) " wać!" A przenajsłodsze imię Jezu, i nie mam dotrzymać słowa poczciwemu człowiekowi, świeć, Panie, nad jego duszą! — zawołała podnosząc w ręku srebrny znak żołnierski na niebieskiej wstążce*, który, nachyliwszy się nad dołem,..."

(strona 77) " to nad nią rozciągnąć opiekę i kuźnię dalej prowadzić, domek wyporządzić. Maciuś, który, zajmując się pogrzebem, później przybył z cmentarza, podziękowawszy im jako daleki krewny Marcysi, upewnił przy tym, że jej narzeczony,..."

(strona 78) " obejście potrzebne było dla zakładu — dodając mu znaczenia i poloni. — Masz ty, sakr-panie, fersztand do stu set rac i moździerzy — dodawał eks-tamburmażor poprawiając sobie plaster na oku. Od niejakiego czasu porozumiawszy się..."

(strona 79) " — Ej, sakr, Kociu, nie tak od razu na bagnety! Z jamają ostro można, bo milczy, ale z przyjaciołmi prezentuj broń, do miliona karabinów... mają, widzisz, ozór, sakr, ozór... a z gośćmi po czwartacku: jeden chaps, drugi myk, trzeci..."

(strona 80) " cybuchem kilka uczciwych smarowań. Darmo Marcelek klął się ze łzami, że ani myślał się wyprowadzić, na próżno robił skoki ortopedyczne, błagał go, żeby szanował nowy paltonik — puszczono go dopiero, aż się cybuch połamał w..."

(strona 81) " ryb, o trzosiku, który Kocio wróciwszy w nocy wysypał myśląc, że śpi szlafkamrat, co chrapał dla niepoznaki... i Kocio pojechał na Pawiaka, według przepowiedni Jabłuszkowej. Wierny atoli przyrzeczeniu, chcąc się zemścić za wyznanie..."

(strona 82) " VII Marcelek tak zaczął jakoś radzić sobie, że się znów wprowadził do Jabłuszków, z Chałkiem Barbonesem oraz innymi ejusdem farinae przestawać zaczął często; pomagał Baltazarowi w sprawach; kręcił się także modnie..."

(strona 83) " Kto więcej wydawał na dom? Kto cię uczył rozumu? A, ty niewdzięczny, i śmieć mnie posądzać... Otóż na złość, kiedy tak, to niechże już będzie, jak powiadasz, najprawdziwsza prawda... Wolę przystojnego, młodego chłopca, co mnie..."

(strona 84) " szlafrok przybranym, wypchnęła go za drzwi, które na klucz zamknęła. Tonący brzytwy się chwyta. Zrozpaczonemu Jabłuszce przyszedł pomysł udać się do matki Marcela i błagać ją, żeby syn mógł się wyprowadzić od nich. Staruszka,..."

(strona 85) " dziesięciu tysiącami, którymi uniknęłaby wymówek o dwanaście utopionych w procesie, co przypominał jej syn zawsze, odwiedzając raz na miesiąc, napisała do niego, że jest chorą i chciałaby go widzieć. Marcel nie przyszedł na..."

(strona 86) " ne i poczciwe. Pan Beleński prawie nic się nie zmienił, a siostra jej, ta dawna panna Karolina, ma już synka prawie tak sporego jak mój, mąż jej ślepy na jedno oko, ale grzeczny jakiś bardzo człowiek. Ach! jakże mnie wypytywali, jak..."