Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 21
— Ordinaire... cięty prawie zawsze, z plastrem na oku... Kiedy powita na ulicy, a idzie się z kim porządniejszym, to nie podobna mu odkłonić się — wtrącił Marcelek.
— Tak jest bez zaprzeczenia. Nieraz i ja, i szwagier, w którym pan masz zawsze nie tylko przyjaciela, ale wielbiciela, kładliśmy mu w uszy, ale gdzie tam! czym skorupa nasiąknie... Stary żołnierz, zawsze żołnierz. Jakże pańskie dwadzieścia rubelków od mamy, przypłynęło?
— Miałem być wczoraj, ale jakoś mi zeszło — odparł smętnie zapytany.
— O, z mamami to nie łatwa sprawa! Nie mam honoru znać pańskiej, ale miarkuję, że po przegraniu procesu, gdzie tyle pieniędzy po ojcu pana wydać musiała, tym trudniej. Szwagier ratował ją, jak mógł. Gdyby chciała posłuchać i iść do Senatu, to by jeszcze może się co tam okroiło, ale ktoś na niego nagadał, pogniewała się podobno. Zobaczysz pan, czy dobrze na tym wyjdzie!
— A strzeżże mnie, Boże Panie! Już to niech Pan Bóg broni, kiedy kobiety zajmą się interesami, zmarnieje wszystko! — wrzasnął Marcelek trzęsąc się z gniewu na myśl o straconych dwunastu tysiącach.
— Szkoda, że nie masz pan dwudziestu rubelków, moglibyśmy może dzisiaj przynajmniej zdublować.
— Que faire, puisque je suis tant malheureux!
— Ale ja pana przypuszczę zawsze do czwartej części... I tak wielka grzeczność z pańskiej strony, że pozwalasz nam pan już trzeci raz zabawić się w swoim mieszkaniu. A że pewno chuda fara, jak się to każdemu zdarza, więc po koleżeńsku zostawię panu pięć
— Tak jest bez zaprzeczenia. Nieraz i ja, i szwagier, w którym pan masz zawsze nie tylko przyjaciela, ale wielbiciela, kładliśmy mu w uszy, ale gdzie tam! czym skorupa nasiąknie... Stary żołnierz, zawsze żołnierz. Jakże pańskie dwadzieścia rubelków od mamy, przypłynęło?
— Miałem być wczoraj, ale jakoś mi zeszło — odparł smętnie zapytany.
— O, z mamami to nie łatwa sprawa! Nie mam honoru znać pańskiej, ale miarkuję, że po przegraniu procesu, gdzie tyle pieniędzy po ojcu pana wydać musiała, tym trudniej. Szwagier ratował ją, jak mógł. Gdyby chciała posłuchać i iść do Senatu, to by jeszcze może się co tam okroiło, ale ktoś na niego nagadał, pogniewała się podobno. Zobaczysz pan, czy dobrze na tym wyjdzie!
— A strzeżże mnie, Boże Panie! Już to niech Pan Bóg broni, kiedy kobiety zajmą się interesami, zmarnieje wszystko! — wrzasnął Marcelek trzęsąc się z gniewu na myśl o straconych dwunastu tysiącach.
— Szkoda, że nie masz pan dwudziestu rubelków, moglibyśmy może dzisiaj przynajmniej zdublować.
— Que faire, puisque je suis tant malheureux!
— Ale ja pana przypuszczę zawsze do czwartej części... I tak wielka grzeczność z pańskiej strony, że pozwalasz nam pan już trzeci raz zabawić się w swoim mieszkaniu. A że pewno chuda fara, jak się to każdemu zdarza, więc po koleżeńsku zostawię panu pięć
www.distill.pl