Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 24
dzi i będzie nadal udzielał lekcje pannie Szczepańskiej.
Nie poprzestawszy na tym kowal wpadł jeszcze do Pawła. Ten, korzystając nareszcie ze sposobności, tak samo prawie jak kiedyś ojciec Jakub u nieboszczki Michałki przy Józiaku — nieco tylko delikatniej — dał do zrozumienia staremu, żeby sobie wybił z głowy wszystkie zamiary co do córki i Marcelka, który ani myśli o niej, nie ma nic i o którym wręcz oświadcza, choć to bliski jego kuzyn, że by jej szczęścia nie potrafił zapewnić. Szczepaniak, szczerze szanując Pawła i wierząc mu tym bardziej, odkąd spłacał, Bóg wie za co, część długu za kuzynkę, strapił się srodze.
— To kubek w kubek panisko tak powiada, jak ojciec Jakub zawsze mi klekoce. A nuż mi dzieciak zamrze, panie budowniczy! Przywiązała się tak do niego, że to aż choroba! — zawołał stary ze łzami.
— E, Bóg łaskaw, majstrze, tak źle nie będzie. A zresztą któż by mógł wskazywać ojcu, jak ma z córką postępować? Tylko wam doradzam szczerze i z serca, że by było lepiej i dla niego, i dla was dać pokój temu wszystkiemu.
— Jużci, ma się wie, kiedy pan budowniczy tak mówi, to musi wie dlaczego — rzekł markotnie, drapiąc się po czuprynie. — Bodaj to najjaśniejsze pioruneczki nie zatrzasły! Jak to mówią, kiedy Bóg chce, żeby człek na starość oszalał, to mu najprzód rozum odejmie. Coś i mnie tak pono. Bóg zapłać panu budowniczemu za prawdę, ale zawsze jakoś próba nie zawadzi — i widzi mi się, że pan Marcin wróci do domu.
— Jak chcecie, poczciwy majstrze! Niech wraca! Daj Boże, aby tylko powrót ów był dla was pomyślny! — dodał Paweł ścisnąwszy mu rękę po bratersku.
„O, mój mocny Boże, mój mocny Boże! Za moje dobre — taka zapłata" — bolał w myśli Szczepaniak