Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 25
wracając do domu. Nie śmiał spojrzeć na córkę, zrzędził, wrzeszczał w kuźni, aż czeladź i chłopcy w głową zachodzili z zadziwienia.
Kontrolerowa, choć z jednej strony cieszyła się, że synalek jej zaniedbuje Szczepaniaków, skądinąd jednak rozgniewało ją, że jej prośby nie usłuchał. Dowiedziała się nadto od Pawła, że często go nie ma w biurze ani myśli przygotować się do egzaminu. Jak Szczepaniak, zażyła języka od służącego, że u niego dużo bywa osób i w karty czasem po nocach grywają. Załamawszy więc ręce poprosiła go naglącym listem, żeby do niej przyszedł natychmiast w ważnym interesie.
Stawił się najpunktualniej myśląc, że odmówione przedtem dwadzieścia rubelków dostanie może dzisiaj. Zbliżała się wiosna; lżejszy, modny paltonik jakżeby na nim leżał wybornie! Przywitał matkę czule, wyglądał tak pięknie w jej oczach, tak był elegancko ubrany, że zrazu zmiękczył rozczulone serce Barbary. W ciągu jednak rozmowy, kiedy zapytała się, czemu nie chodzi na lekcje do Szczepaniaków, zamknął jej usta mówiąc:
— Ma chère maman, strzeżże mnie, Boże, żebym to mamie wyrzucał, ale sama mama napominała mnie kiedyś, żebym nie poufalił się z nimi zanadto. Teraz mnie znów mama do nich wyprawia. Bywając tu i ówdzie w przyzwoitych towarzystwach, jakże mama chce, żebym się włóczył po takich kątach, gdzie noga moja nie powinna była nigdy postać!
— Nie bywa w biurze Marcelek, nie przykłada się do nauki — to źle! Nie lubi pracy, a ja, widzisz, na starość jak wół zaprzęgłam się i pracuję.
— Strzeżże mnie, Panie, powtarzam, żebym mamie wymawiał, ale gdyby mama nie zaryzykowała niepotrzebnie w tym procesie dwunastu tysięcy, to by nie
Kontrolerowa, choć z jednej strony cieszyła się, że synalek jej zaniedbuje Szczepaniaków, skądinąd jednak rozgniewało ją, że jej prośby nie usłuchał. Dowiedziała się nadto od Pawła, że często go nie ma w biurze ani myśli przygotować się do egzaminu. Jak Szczepaniak, zażyła języka od służącego, że u niego dużo bywa osób i w karty czasem po nocach grywają. Załamawszy więc ręce poprosiła go naglącym listem, żeby do niej przyszedł natychmiast w ważnym interesie.
Stawił się najpunktualniej myśląc, że odmówione przedtem dwadzieścia rubelków dostanie może dzisiaj. Zbliżała się wiosna; lżejszy, modny paltonik jakżeby na nim leżał wybornie! Przywitał matkę czule, wyglądał tak pięknie w jej oczach, tak był elegancko ubrany, że zrazu zmiękczył rozczulone serce Barbary. W ciągu jednak rozmowy, kiedy zapytała się, czemu nie chodzi na lekcje do Szczepaniaków, zamknął jej usta mówiąc:
— Ma chère maman, strzeżże mnie, Boże, żebym to mamie wyrzucał, ale sama mama napominała mnie kiedyś, żebym nie poufalił się z nimi zanadto. Teraz mnie znów mama do nich wyprawia. Bywając tu i ówdzie w przyzwoitych towarzystwach, jakże mama chce, żebym się włóczył po takich kątach, gdzie noga moja nie powinna była nigdy postać!
— Nie bywa w biurze Marcelek, nie przykłada się do nauki — to źle! Nie lubi pracy, a ja, widzisz, na starość jak wół zaprzęgłam się i pracuję.
— Strzeżże mnie, Panie, powtarzam, żebym mamie wymawiał, ale gdyby mama nie zaryzykowała niepotrzebnie w tym procesie dwunastu tysięcy, to by nie
www.distill.pl