Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 26
potrzebowała wysługiwać się u kogo. Myśli mama, że to przyjemnie?
— Ależ, moje dziecko, nie godzi się tak mówić z matką. Wszakże to nie dla siebie, ale dla ciebie... — odparła kobieta, której mimo całej grandezzy Kalbfleischów łzy biegły do gardła.
— Toteż, ma chère maman, ja nie wymawiam, a że do biura nie chodzę i nie przykładam się do egzaminu, to przyznam się mamie, przekonałem się, że nie mam ani zdolności, ani powołania na architekta i nawet myślę wziąść się do czego innego — odparł bezczelnie.
— Do czegoż byś myślał, Marcelku? — zapytała matka, której ciemno zrobiło się w oczach.
— Jeszcze nie wiem,
chère maman, ale zdecyduję się wkrótce.
— Bywasz też u radcostwa i u państwa Beleńskich?
— Bywam, mamo, lecz pani radczyni chora i nie przyjmuje teraz nikogo.
— Słyszałam, że schodzi się u ciebie dosyć znajomych i grywacie sobie nawet podobno.
— Czasem partyjkę preferansa, tak jest! Wszystko to młodzież, com poznał u radcostwa i w wyższych towarzystwach.
— Marcelek prawdę mówi?
— A strzeżże mnie, Boże! Miałbym też jeszcze mówić nieprawdę przed mamą? Jak Boga kocham!
— A dłużków nie ma? rządzisz się dobrze tymi stoma złotymi, które ci co miesiąc posyłam?
— Jak najpiękniej,
chère maman, tylko mi dziś koniecznie potrzeba dwudziestu rubli na dokompletowanie garderoby. Niech się mama ulituje nade mną i nie