Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 30
— Daj mi pokój, Pawełku! Déjà excepté cela je suis tant malheureux!
— Pewno nie masz pieniędzy?
— Strzeżże mnie, Boże, nie dlatego! — zawołał i łzy gorzkie podeptanej próżności gradem z oczu się puściły.
— Cóż ci jest, dzieciaku? Powiedzże!
— Nie wymagaj, Pawełku, bracie kochany! Aujourd'hui le seul malheur me recontre.
— Byłeś na dole pożegnać się z radcostwem, bo w tych dniach odjeżdżają?
— Byłem, ale i dziś nie przyjęli mnie. Spotkałem tylko pannę Karolinę, która mi powiedziała tak dziwnie o tym odjeździe, że sobie wyobrazić nie podobna, to okropność! po-po... après... tu sais, Polunieczku!
— A przestrzegałem i będę sobie na wieki miał do wyrzucenia, że powolny na prośby waszmości, powodowany słabostką kuzynowską, wystylizowałem kilka biletów i napisałem anakrostyk wiedząc naprzód, że to się na nic nie zda i tylko może zaszkodzić w stosunkach z tym domem. Bądź co bądź, zamiast zamykania drzwi przed nosem, mogli cię jednak chociaż raz przyjąć, wprawdzie najobojętniej, ale zawsze...
— To mniejsza, c'est plus petit, Poluniu! Pan Beleński i twój uczeń, kiedym się im kłaniał najgrzeczniej w pierwszym pokoju, zaledwie mi głową odkiwnęli, jakby nie wiem komu! — zawołał jeszcze z płaczem.
— Co? Beleński i Staś ledwie ci głową kiwnęli... u mnie? — zapytał żywo Paweł podnosząc głos. —
— Pewno nie masz pieniędzy?
— Strzeżże mnie, Boże, nie dlatego! — zawołał i łzy gorzkie podeptanej próżności gradem z oczu się puściły.
— Cóż ci jest, dzieciaku? Powiedzże!
— Nie wymagaj, Pawełku, bracie kochany! Aujourd'hui le seul malheur me recontre.
— Byłeś na dole pożegnać się z radcostwem, bo w tych dniach odjeżdżają?
— Byłem, ale i dziś nie przyjęli mnie. Spotkałem tylko pannę Karolinę, która mi powiedziała tak dziwnie o tym odjeździe, że sobie wyobrazić nie podobna, to okropność! po-po... après... tu sais, Polunieczku!
— A przestrzegałem i będę sobie na wieki miał do wyrzucenia, że powolny na prośby waszmości, powodowany słabostką kuzynowską, wystylizowałem kilka biletów i napisałem anakrostyk wiedząc naprzód, że to się na nic nie zda i tylko może zaszkodzić w stosunkach z tym domem. Bądź co bądź, zamiast zamykania drzwi przed nosem, mogli cię jednak chociaż raz przyjąć, wprawdzie najobojętniej, ale zawsze...
— To mniejsza, c'est plus petit, Poluniu! Pan Beleński i twój uczeń, kiedym się im kłaniał najgrzeczniej w pierwszym pokoju, zaledwie mi głową odkiwnęli, jakby nie wiem komu! — zawołał jeszcze z płaczem.
— Co? Beleński i Staś ledwie ci głową kiwnęli... u mnie? — zapytał żywo Paweł podnosząc głos. —
www.distill.pl