Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 31
Nic dziwnego! Sam sobie winę przypisz, może przejęto jaki twój bilet, może się po anakrostyku domyślono, słowem, wydały się zabiegi — dodał ochłonąwszy.
— Cóż to rysujesz, Poluniu?
— Radczyni i panna Karolina prosiły mnie, żeby im zrobić dzieciństwo, planik na kilka altanek w ogrodzie.
— Poluniu! ne fâchez vous pas! Czyś ty przypadkiem nie wydał się jako przed panną Karoliną, żeś mi pisywał te listy albo anakrostyk? Bo coś mi wspomniała o jakiejś narzeczonej... nie rozumiem, chyba o Szczepaniakównie, z którą się przecie nie zaręczałem, a skądżeby wiedzieć o niej mogła?
— Śni ci się coś, dzieciaku! Jak śmiesz nawet posądzać i zapytywać o to!
— Strzeżże mnie, Panie! Ja tylko tak, najniewinniej! — odparł nie dowierzając bratu, który zadumany, szerokimi krokami przechadzał się żwawo. Nagle zatrzymał się i spojrzał przychylnie na Marcelka.
— Otrzymałeś dobrą nauczkę — rzekł zwolna — może nawet i z korzyścią dla ciebie... Czas bo wybić sobie z głowy dzieciństwa i zabrać się na serio do pracy, mój bracie!
Oh, moi je sais, Poluniu! Ale z mamą przemówiłem się dzisiaj... et il etait si besoin pour moi de quelques roubles. Nie wiem nawet, co począć, nie mam ani grosza... a tu i praczce, i gospodarzowi, je suis tant malheureux!
— Nie poradzę ci dzisiaj, bo tak jak u ciebie, próżny u mnie woreczek zupełnie, patrz!
— Strzeżże mnie, Panie, żebym ci nie wierzył, ko-