Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 47
takiego czynnego trybu życia nie myślała nawet o zamęściu, choć jej nie zbywało na zalotnikach i oświadczynach przed starym. Stelmach z Zakroczymskiej, stolarz z Nowego Miasta, nawet dwóch niższych urzędników, co w piwiarni pod ósemką bywając razem ze Szczepaniakiem potrafili ocenić uczciwość kowala, nadaremnie ubiegali się o jej rękę.
— Oj, choroba! jaka gospocha z mojej Marcychny, kubek w kubek moja nieboszczka... jakby się to biedactwo cieszyło, gdyby było doczekało pociechy z córki — mówił nieraz kowal do ojca Jakuba, który go zawsze strofował, żeby nie zaglądał do kieliszka i zdrowie ochraniał, zwłaszcza po dwóch uderzeniach krwi, co go o mało na miejscu nie położyły.
— Nie bójcie się, ojcaszku, nie bójcie, jeszcze ja tak zaraz nie wyciągnę gicałów, musi naprzód gospocha moja dostać poczciwego męża.
— Ano, możeście sobie znowu zaprzątnęli kim głowę niepotrzebnie! — zrzędził niby zakonnik domyślając się, kogo by teraz stary ziomek jego i kamrat chętnie powitał za zięcia. I zawsze sprytnie umiał pochwalić Józiaka, kawałek listu przeczytał albo wspomniał, że z nim koresponduje pan Sarmiewicz, którego kum czcił nad wszystkich, a do którego Marcysia, chociaż gardziła Marcelem, zawsze miała jakąś urazę, której nie mogła przezwyciężyć. Wdzięczną zawsze, ale przyjaciółkę rzadko zyska w kobiecie ten, co ją z błędnej ułudy, niebezpiecznej dla jej własnego dobra nawet — wyratuje. Między wdzięcznością a przyjaźnią jeszcze odcień niemały.
II
Paweł od miesiąca bawił w Gierzejach. Fabryka już rok szła nie na żarty: stanęły już chaty z zabudowa-
— Oj, choroba! jaka gospocha z mojej Marcychny, kubek w kubek moja nieboszczka... jakby się to biedactwo cieszyło, gdyby było doczekało pociechy z córki — mówił nieraz kowal do ojca Jakuba, który go zawsze strofował, żeby nie zaglądał do kieliszka i zdrowie ochraniał, zwłaszcza po dwóch uderzeniach krwi, co go o mało na miejscu nie położyły.
— Nie bójcie się, ojcaszku, nie bójcie, jeszcze ja tak zaraz nie wyciągnę gicałów, musi naprzód gospocha moja dostać poczciwego męża.
— Ano, możeście sobie znowu zaprzątnęli kim głowę niepotrzebnie! — zrzędził niby zakonnik domyślając się, kogo by teraz stary ziomek jego i kamrat chętnie powitał za zięcia. I zawsze sprytnie umiał pochwalić Józiaka, kawałek listu przeczytał albo wspomniał, że z nim koresponduje pan Sarmiewicz, którego kum czcił nad wszystkich, a do którego Marcysia, chociaż gardziła Marcelem, zawsze miała jakąś urazę, której nie mogła przezwyciężyć. Wdzięczną zawsze, ale przyjaciółkę rzadko zyska w kobiecie ten, co ją z błędnej ułudy, niebezpiecznej dla jej własnego dobra nawet — wyratuje. Między wdzięcznością a przyjaźnią jeszcze odcień niemały.
II
Paweł od miesiąca bawił w Gierzejach. Fabryka już rok szła nie na żarty: stanęły już chaty z zabudowa-
www.distill.pl