Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 56
— Józiaku, poczciwy bracie! Jak się masz?
— Zdrowo, dzięki Bogu — rzekł z westchnieniem. — Już się tak stęskniłem, że bym chyba umarł, gdybym nie wrócił. Dowiedziawszy się z listu ojca Jakuba, że pan tu bawisz, po drodze do Warszawy spieszyłem powitać pana, a przy tym od szanownego pana Beleńskiego muszę podnieść mój kapitalik, bo kasa wędrowna wyczerpała mi się zupełnie.
— Zmężniałeś, bracie, zdaje się, że i wyrosłeś, a musiałeś skorzystać za granicą niemało w swoim fachu, kiedy, jakeś mi pisał, rozmówić się nawet możesz nieźle i po francusku, i po niemiecku.
— Od biedy, panie budowniczy! Pracowałem w przeróżnych warsztatach, poduczyłem się trocha i ebenistwa, i nawet nieco snycerstwa.
— Musisz nam zaraz pokazać swoję sztukę, jak się kaplica podniesie. Będą tu do roboty drzwi, ławki i różne ozdoby z drewna, w których będziesz mógł nawet popisać się z artystyczną biegłością.
— Z duszy serca, panie budowniczy, ale nie teraz! Kum Szczepan oto chory podobno i ojciec Jakub nagli mnie koniecznie, żebym powracał.
— Pojedziemy razem, a jeżeli dla panny Marcjanny wytrwałeś w uczuciach, oświadczam, że nie pozwolę, aby ci kto inny był swatem, tylko ja — rzekł Paweł z uśmiechem.
— Dziękuję serdecznie, ale, po Bogu a prawdzie, tęskniej mi do starego poczciwego niż do córki... Trzeba naprzód pomyśleć o chlebie, a potem chyba o żonie. Jeśli pannie Marcjannie udam się, to może — odrzekł wędrowiec, któremu oddalenie dwuletnie nie ostudziło serca dla kowalczanki. Tylko nie rumienił się już na jej wspomnienie, panować umiał nad sobą;
— Zdrowo, dzięki Bogu — rzekł z westchnieniem. — Już się tak stęskniłem, że bym chyba umarł, gdybym nie wrócił. Dowiedziawszy się z listu ojca Jakuba, że pan tu bawisz, po drodze do Warszawy spieszyłem powitać pana, a przy tym od szanownego pana Beleńskiego muszę podnieść mój kapitalik, bo kasa wędrowna wyczerpała mi się zupełnie.
— Zmężniałeś, bracie, zdaje się, że i wyrosłeś, a musiałeś skorzystać za granicą niemało w swoim fachu, kiedy, jakeś mi pisał, rozmówić się nawet możesz nieźle i po francusku, i po niemiecku.
— Od biedy, panie budowniczy! Pracowałem w przeróżnych warsztatach, poduczyłem się trocha i ebenistwa, i nawet nieco snycerstwa.
— Musisz nam zaraz pokazać swoję sztukę, jak się kaplica podniesie. Będą tu do roboty drzwi, ławki i różne ozdoby z drewna, w których będziesz mógł nawet popisać się z artystyczną biegłością.
— Z duszy serca, panie budowniczy, ale nie teraz! Kum Szczepan oto chory podobno i ojciec Jakub nagli mnie koniecznie, żebym powracał.
— Pojedziemy razem, a jeżeli dla panny Marcjanny wytrwałeś w uczuciach, oświadczam, że nie pozwolę, aby ci kto inny był swatem, tylko ja — rzekł Paweł z uśmiechem.
— Dziękuję serdecznie, ale, po Bogu a prawdzie, tęskniej mi do starego poczciwego niż do córki... Trzeba naprzód pomyśleć o chlebie, a potem chyba o żonie. Jeśli pannie Marcjannie udam się, to może — odrzekł wędrowiec, któremu oddalenie dwuletnie nie ostudziło serca dla kowalczanki. Tylko nie rumienił się już na jej wspomnienie, panować umiał nad sobą;
www.distill.pl