Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 57
uznanie wyższości własnej nad nią nadawało mu pewność i zaufanie.
Przyszła kolej na Józiaka wypytywać się o rozmaitych znajomych, a naprzód o panię Beleńską, co to ją przedtem jaśnie panią nazywał. Na niewinną wzmiankę o niej zapłonęła mimo woli twarz Pawła tak żywo jakby za lat młodzieńczych. Szczere wyznanie, na które ośmielił się wczoraj, i traf, co mu tak na nie odpowiedział, innego, zdaje się, człowieka w nim zbudziły — szał namiętny zagrał w duszy pieśń burzliwą: upał, chmury huczą, parno, duszno! Myśl ustawiczna o niej każdą chwilę wypełnia rozkosznym niepokojem; gotów znowu jak dzieciak poddać się i zawrzeć cały w tej jednej myśli, już nie na samych marzeniach ograniczał wszystkie jej przejścia. Płomień innych pragnień pożerał człowieka: ta żądza gwałtowna, co tylko siebie mając na względzie zapomina o wszystkich innych względach i powinnościach, a z którą walka tak trudna. O! dobry anioł natchnął Józiaka, że przybył do Gierzejów: łagodne tchnienie przyjaźni, serce, któremu się ufa zupełnie, wspólnych wspomnień urok wstrzymać może szaleńca nad brzegiem przepaści, przeszkodzić dramatowi, na jaki zanosiło się w spokojnym życiu Pawła.
Beleńscy wrócili dosyć późno i dnia tego protegowany pani Anieli nie mógł się jej przedstawić. Beleński przyszedł do nich, bo w swoim pokoju Paweł go umieścił, i wydziwić się nie mogli, ile Józiak skorzystał podczas dwuletniej wędrówki. Rozmawiali z nim prawie do ranka. Wprawdzie świadkiem był rozlicznych wydarzeń, które same przez się mogły zajmować, ale opowiadał je tak treściwie, wydatnie i kon-
Przyszła kolej na Józiaka wypytywać się o rozmaitych znajomych, a naprzód o panię Beleńską, co to ją przedtem jaśnie panią nazywał. Na niewinną wzmiankę o niej zapłonęła mimo woli twarz Pawła tak żywo jakby za lat młodzieńczych. Szczere wyznanie, na które ośmielił się wczoraj, i traf, co mu tak na nie odpowiedział, innego, zdaje się, człowieka w nim zbudziły — szał namiętny zagrał w duszy pieśń burzliwą: upał, chmury huczą, parno, duszno! Myśl ustawiczna o niej każdą chwilę wypełnia rozkosznym niepokojem; gotów znowu jak dzieciak poddać się i zawrzeć cały w tej jednej myśli, już nie na samych marzeniach ograniczał wszystkie jej przejścia. Płomień innych pragnień pożerał człowieka: ta żądza gwałtowna, co tylko siebie mając na względzie zapomina o wszystkich innych względach i powinnościach, a z którą walka tak trudna. O! dobry anioł natchnął Józiaka, że przybył do Gierzejów: łagodne tchnienie przyjaźni, serce, któremu się ufa zupełnie, wspólnych wspomnień urok wstrzymać może szaleńca nad brzegiem przepaści, przeszkodzić dramatowi, na jaki zanosiło się w spokojnym życiu Pawła.
Beleńscy wrócili dosyć późno i dnia tego protegowany pani Anieli nie mógł się jej przedstawić. Beleński przyszedł do nich, bo w swoim pokoju Paweł go umieścił, i wydziwić się nie mogli, ile Józiak skorzystał podczas dwuletniej wędrówki. Rozmawiali z nim prawie do ranka. Wprawdzie świadkiem był rozlicznych wydarzeń, które same przez się mogły zajmować, ale opowiadał je tak treściwie, wydatnie i kon-
www.distill.pl