Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 58
sekwentnie, że nie tylko wierna wrażliwość i uwaga, ale zastanowienie, sąd nieraz bardzo trafny młodego rzemieślnika i udatność wysłowienia uderzały ludzi,
tyle od niego ukształceńszych.
Nazajutrz z rana w ogrodzie, gdzie panna Karolina przyszła marzyć o dziewiętnastej swojej ofierze
z rozmaitych natarć młodzieży na wczorajszym wieczorze rokować o dwudziestej, Paweł dowiedział się, że siostra jej tańczyła dużo, przeziębić się musiała wracając lekko ubrana otwartym pojazdem w noc dosyć chłodną i tak jest cierpiącą, że nie wstała z łóżka. Zbladł jak chusta usłyszawszy o tym i nawet oczy panny Karoliny, widzące zwykle tylko siebie, spojrzały nań po raz pierwszy badawczo i domyślnie. Ale że to była poczciwości panna, pobiegła natychmiast do siostry i jak najsumienniej opowiedziała niewinne postrzeżenie, z którego jednak za nic pod słońcem nie zwierzyłaby się przed jej mężem.
Przez cały dzień prawie Paweł usiłował pokryć niespokojność, rozerwać myśli szalone pokazując Józiakowi budowle dokonane, dozorując robotników, wtajemniczając w plan kaplicy, przy czym i on, i Beleński przekonali się znowu, jak dalece były czeladnik od trumniarki zastanawiał się nad wszystkim, co miał sposobność widzieć za granicą: w Niemczech i we Francji. Mówiąc z nimi o następnych ulepszeniach względem budowli i gospodarstwa, o urządzeniu ogrodu i projektowanym pałacyku nowym, cisnął kilka myśli tak nacechowanych dobrym smakiem lub rozsądkiem, że nie omieszkali z nich skorzystać. Postępowy mąż pani Anieli zaprosił oczywiście na obiad swego wierzyciela, który o ile możności wymawiał się od tego zaszczytu. Panna Karolina, chociaż zaintrygowana niesłychanie od dziś rana dziewiętnastą ofiarą, probując swoim zwyczajem lekkiej kanonady pięknych
tyle od niego ukształceńszych.
Nazajutrz z rana w ogrodzie, gdzie panna Karolina przyszła marzyć o dziewiętnastej swojej ofierze
z rozmaitych natarć młodzieży na wczorajszym wieczorze rokować o dwudziestej, Paweł dowiedział się, że siostra jej tańczyła dużo, przeziębić się musiała wracając lekko ubrana otwartym pojazdem w noc dosyć chłodną i tak jest cierpiącą, że nie wstała z łóżka. Zbladł jak chusta usłyszawszy o tym i nawet oczy panny Karoliny, widzące zwykle tylko siebie, spojrzały nań po raz pierwszy badawczo i domyślnie. Ale że to była poczciwości panna, pobiegła natychmiast do siostry i jak najsumienniej opowiedziała niewinne postrzeżenie, z którego jednak za nic pod słońcem nie zwierzyłaby się przed jej mężem.
Przez cały dzień prawie Paweł usiłował pokryć niespokojność, rozerwać myśli szalone pokazując Józiakowi budowle dokonane, dozorując robotników, wtajemniczając w plan kaplicy, przy czym i on, i Beleński przekonali się znowu, jak dalece były czeladnik od trumniarki zastanawiał się nad wszystkim, co miał sposobność widzieć za granicą: w Niemczech i we Francji. Mówiąc z nimi o następnych ulepszeniach względem budowli i gospodarstwa, o urządzeniu ogrodu i projektowanym pałacyku nowym, cisnął kilka myśli tak nacechowanych dobrym smakiem lub rozsądkiem, że nie omieszkali z nich skorzystać. Postępowy mąż pani Anieli zaprosił oczywiście na obiad swego wierzyciela, który o ile możności wymawiał się od tego zaszczytu. Panna Karolina, chociaż zaintrygowana niesłychanie od dziś rana dziewiętnastą ofiarą, probując swoim zwyczajem lekkiej kanonady pięknych
www.distill.pl