Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 6
szedł natychmiast udzielić Beleńskiemu ważnego odkrycia.
Nie dość na tym! Uwzięło się widocznie przeznaczenie, żeby dramatyczniej wyszły na jaw zabiegi szczęśliwego Marcelka i tajemniczy powód melancholii panny. Aniela, będąc któregoś rana w kościele ze siostrą, ledwie zwróciła uwagę, że Gulmańcewicz ukłonił się i zbliżył do ławki. Kiedy wychodziły, zbliżył się z odkrytą głową do ich powozu i przy wsiadaniu podał rękę. Oczywiście, odkłoniły się mu obie bardzo grzecznie.
Wracając z wizyt do domu, właśnie wtedy, kiedy Staś, jak Opatrzność czuwający nad siostrą, pokazywał anakrostyk Celestynowi, wysiadłszy z powozu, spotkała w bramie Domicelę z Papierowskich Jabłuszkową, która już od godziny czekając tam z Kociem, prosiła ją o chwilkę rozmowy sam na sam w ważnym interesie. Myśląc, że pewno prośba o wsparcie dla niej lub dla kogo, jak nieraz odwiedziny takie przyjmowała, poprosiła ją do buduarku swego. Panna Karolina przekreślała już tam dziesiąty brulion ważnej odpowiedzi.
Liczna służba, świetne apartamenta, odznaczająca się i spokojna powierzchowność Anieli zaimponowały żonie Baltazara; mimo bezczelności zmięszała się i nie wiedziała, od czego zacząć, ale wkrótce zdobywszy się na odwagę, mierząc spod oka panie domu i przez nawyknięcie oceniając na oko wartość jej kolczyków brylantowych, rzekła półgłosem po chwilowym zastanowieniu:
— Pani raczy się nie rozgniewać, że będę śmiało mówiła w interesie wprawdzie bardzo delikatnym, ale to nie w moim imieniu.
— Słucham.