Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 64
odmruknęła stara, która chciała koniecznie wejść w gawędkę z Józiakiem, ale zakonnik dał jej znak, żeby się nie sprzeciwiała kowalowi.
— Ano, widzicie, kumie, wrócił przecie nasz syn marnotrawny, stęskniło się mu do nas na dobre, i tak jak to my kiedyś nabiedował się, ano nawłóczył, ale, po Bogu a prawdzie, więcej mu Bóg dał oleju w pięcie niż nam w głowie, kamracie!
— Bodaj to choroba... czyś też, panie Józefie, tak pamiętał o starym Szczepaniaku i pisywał o mnie do ojca Jakuba, jak mi oto powiadał? Bo to ja tam na drukowanym to jeszcze od biedy, ale pisanego ani w ząb, a ojciec Jakub poczciwy, żeby mnie pocieszyć, to mi gadał zawsze o was.
— Ach, majstrze kochany, jak możecie też wątpić, żeby sierota zapomniał kiedy o was, coście z takim sercem jak i ojciec Jakub byli dla mnie w najprzykrzejszych latach. Inkluz wasz nosiłem zawsze na piersiach przy krzyżyku od Dzieciątka Jezus, szkaplerzach od ojca Jakuba i pamiątce od panny Marcysi, patrzcie! — zawołał Józiak ze łzami, pokazując mu dwa złote polskie zawieszone na sznureczku. — I to mi tylko przykro, majstrze — dodał nagle, widząc, jak się kowal rozrzewnił — że mnie panujecie, Bóg wie po co, a wy, ojcze Jakubie, że sobie wyobrażacie i przypuszczacie o mnie zanadto. Bóg mi świadkiem, że sam nie tak wiele w to dufam i wezmę się do hebla po dawnemu, bo to naprzód zabezpieczyć sobie kawałek chleba, a potem się i reszta znajdzie. Aby tylko pan Paweł przyszedł prędko do zdrowia!
— Bodaj to najsiarczystsze pioruneczki, że i temu poczciwości panisku przypadła niemoc.
— Przyszlibyśmy odwiedzić was razem, kochany majstrze! Pan Paweł wybierał się już.
— Ano, widzicie, kumie, wrócił przecie nasz syn marnotrawny, stęskniło się mu do nas na dobre, i tak jak to my kiedyś nabiedował się, ano nawłóczył, ale, po Bogu a prawdzie, więcej mu Bóg dał oleju w pięcie niż nam w głowie, kamracie!
— Bodaj to choroba... czyś też, panie Józefie, tak pamiętał o starym Szczepaniaku i pisywał o mnie do ojca Jakuba, jak mi oto powiadał? Bo to ja tam na drukowanym to jeszcze od biedy, ale pisanego ani w ząb, a ojciec Jakub poczciwy, żeby mnie pocieszyć, to mi gadał zawsze o was.
— Ach, majstrze kochany, jak możecie też wątpić, żeby sierota zapomniał kiedy o was, coście z takim sercem jak i ojciec Jakub byli dla mnie w najprzykrzejszych latach. Inkluz wasz nosiłem zawsze na piersiach przy krzyżyku od Dzieciątka Jezus, szkaplerzach od ojca Jakuba i pamiątce od panny Marcysi, patrzcie! — zawołał Józiak ze łzami, pokazując mu dwa złote polskie zawieszone na sznureczku. — I to mi tylko przykro, majstrze — dodał nagle, widząc, jak się kowal rozrzewnił — że mnie panujecie, Bóg wie po co, a wy, ojcze Jakubie, że sobie wyobrażacie i przypuszczacie o mnie zanadto. Bóg mi świadkiem, że sam nie tak wiele w to dufam i wezmę się do hebla po dawnemu, bo to naprzód zabezpieczyć sobie kawałek chleba, a potem się i reszta znajdzie. Aby tylko pan Paweł przyszedł prędko do zdrowia!
— Bodaj to najsiarczystsze pioruneczki, że i temu poczciwości panisku przypadła niemoc.
— Przyszlibyśmy odwiedzić was razem, kochany majstrze! Pan Paweł wybierał się już.
www.distill.pl