Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 66
Nareszcie kiedyś odrzekła rumieniąc się nieco:
— Maciusiowa mówiła, że Józiak jak dwie krople wody podobny do portretu księcia Józefa, tylko jeszcze ładniejszy, a panna Petronela Szmeterling, siostra pana Juliana, urzędnika tego, co to u nasz był kilka razy, kiedy go widziała ze mną u Panny Marii, powiada, że piękniejszych oczu, jak żyje, nie widziała. Wie tatunio, że sama nie wiem, dalibóg, czy on taki piękny?
— Ano przy tym uczciwy, a to gront. Co to będzie ano za mąż, co za ojciec — prawił zakonnik.
— A niechże cię też najjaśniejsze pioruneczki nie zatrzasną, Marcychno! Jużci jeśli on nie piękny, to chyba Maciuś nasz nie jąkała i nie ożenił się z Fidrykową — mówił kowal radośnie, patrząc z porozumieniem na ojca Jakuba.
Choroba i ozdrowienie Pawła ciągnęło się długo, Józiak odebrał przez ten czas parę listów od Beleńskiego z Gierzejów z doniesieniem o wyjeździe ich do Włoch na całą zimę. Przyszedł także list kobiecym pismem adresowany, którego nie śmiał odpieczętować, a który wypadł z ręki Pawłowi, kiedy go przeczytał. Porwał się z łóżka i odpisał natychmiast.
Nareszcie rekonwalescent przyszedł zupełnie do siebie i sam się dopominał, żeby odwiedzić Szczepaniaka, a kiedy mu Józiak dał do zrozumienia, że gotów by dobijać się o rękę Marcysi, Paweł wystroił się we frak i w charakterze dziewosłęba wraz z ojcem Jakubem oświadczyli pana majstra Sierockiego.
Stary, przystawszy jak najchętniej w swoim i córki imieniu, rozpłakał się jak dziecko i kłaniając się z łóżka do nóg Pawłowi, gdyby był stał, może upadłby do nich.
— Maciusiowa mówiła, że Józiak jak dwie krople wody podobny do portretu księcia Józefa, tylko jeszcze ładniejszy, a panna Petronela Szmeterling, siostra pana Juliana, urzędnika tego, co to u nasz był kilka razy, kiedy go widziała ze mną u Panny Marii, powiada, że piękniejszych oczu, jak żyje, nie widziała. Wie tatunio, że sama nie wiem, dalibóg, czy on taki piękny?
— Ano przy tym uczciwy, a to gront. Co to będzie ano za mąż, co za ojciec — prawił zakonnik.
— A niechże cię też najjaśniejsze pioruneczki nie zatrzasną, Marcychno! Jużci jeśli on nie piękny, to chyba Maciuś nasz nie jąkała i nie ożenił się z Fidrykową — mówił kowal radośnie, patrząc z porozumieniem na ojca Jakuba.
Choroba i ozdrowienie Pawła ciągnęło się długo, Józiak odebrał przez ten czas parę listów od Beleńskiego z Gierzejów z doniesieniem o wyjeździe ich do Włoch na całą zimę. Przyszedł także list kobiecym pismem adresowany, którego nie śmiał odpieczętować, a który wypadł z ręki Pawłowi, kiedy go przeczytał. Porwał się z łóżka i odpisał natychmiast.
Nareszcie rekonwalescent przyszedł zupełnie do siebie i sam się dopominał, żeby odwiedzić Szczepaniaka, a kiedy mu Józiak dał do zrozumienia, że gotów by dobijać się o rękę Marcysi, Paweł wystroił się we frak i w charakterze dziewosłęba wraz z ojcem Jakubem oświadczyli pana majstra Sierockiego.
Stary, przystawszy jak najchętniej w swoim i córki imieniu, rozpłakał się jak dziecko i kłaniając się z łóżka do nóg Pawłowi, gdyby był stał, może upadłby do nich.
www.distill.pl