Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 69
kiej. Szczepaniak zwlókł się, jak mógł, z łóżka, ogolił się, przywdział granatową kapotę i z rogatywką w ręku, ze łzami w oczach witał gości i łamał się opłatkiem. Siedząc pośród samych życzliwych a nieobłudnych, dumny, że obok Pawła, co po bratersku połączył się z ich kółkiem, zdaje się, pół zdrowia odzyskał; mimo próśb Marcysi uparł się i wychylił miodem zdrowie pary młodej, sąsiada i gości.
Nie było już dwóch stołów: Jakubowa, czeladź i chłopcy, co to murzyńskiej cery nigdy nie mogą odmyć zupełnie, śpiewali razem kolędy przy jednym stole, a porozumienie ducha rzewnym braterstwem zjednoczyło wszystkich.
— A jak to się uwija gospocha swobodnie i zgrabnie, jak tym bujnym, jasnym włosom pięknie będzie, kiedy je ozdobi czepeczek — poszepnął Paweł staremu, który patrząc na dzieci rzewnie zapłakał i posmutniał nagle.
— Oj, Józiaku — rzekł po chwili — podziękuj oto Panu Bogu, a potem panu budowniczemu i ojcu Jakubowi, że se idziesz, jak iść trzeba, chłopaku! Siarczyścieś ty rozumny, że choć taki z ciebie uczony, trzymasz się oto rzemiosła. Prosty ja tam człek, ale dokumentnie pamiętam, jak nas było więcej rzemieślników z polskiej krwi czystej, a teraz, choroba, jak coraz mniej, ino tam jeszcze kowalstwo się krzynę trzyma, bo to do młota trza łap nie na żarty, krzepkich jak u Maciusia, do stu najsiarczystszych pioruneczków!
— Ano święte wasze słowa, kumie Szczepanie!
— A już-jużci ino patrz-patrzeć po szyldach, diabli wie-wiedzą, co za nazwiska, aż się człeku ser-serce kraje — wtrącił Maciuś.
— Nazwa nic nie znaczy, majstrze — odparł mu Paweł — aby tylko życzliwość mieli w sercu dla ple-
Nie było już dwóch stołów: Jakubowa, czeladź i chłopcy, co to murzyńskiej cery nigdy nie mogą odmyć zupełnie, śpiewali razem kolędy przy jednym stole, a porozumienie ducha rzewnym braterstwem zjednoczyło wszystkich.
— A jak to się uwija gospocha swobodnie i zgrabnie, jak tym bujnym, jasnym włosom pięknie będzie, kiedy je ozdobi czepeczek — poszepnął Paweł staremu, który patrząc na dzieci rzewnie zapłakał i posmutniał nagle.
— Oj, Józiaku — rzekł po chwili — podziękuj oto Panu Bogu, a potem panu budowniczemu i ojcu Jakubowi, że se idziesz, jak iść trzeba, chłopaku! Siarczyścieś ty rozumny, że choć taki z ciebie uczony, trzymasz się oto rzemiosła. Prosty ja tam człek, ale dokumentnie pamiętam, jak nas było więcej rzemieślników z polskiej krwi czystej, a teraz, choroba, jak coraz mniej, ino tam jeszcze kowalstwo się krzynę trzyma, bo to do młota trza łap nie na żarty, krzepkich jak u Maciusia, do stu najsiarczystszych pioruneczków!
— Ano święte wasze słowa, kumie Szczepanie!
— A już-jużci ino patrz-patrzeć po szyldach, diabli wie-wiedzą, co za nazwiska, aż się człeku ser-serce kraje — wtrącił Maciuś.
— Nazwa nic nie znaczy, majstrze — odparł mu Paweł — aby tylko życzliwość mieli w sercu dla ple-
www.distill.pl