Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 75
V
W dwa dni potem znak żałobny* i okólnik z cechu wezwał majstrów i czeladź na pogrzeb Szczepana Szczepaniaka, majstra kowalskiego. Bractwo cechowe i bractwo Najświętszej Panny Różańcowej, gdzie był wówczas dwa lata podskarbim, wystąpiło ze świecami. Z Rybaków, z Nowego Miasta, z Bugaju, z Zakroczymskiej, z Freta, z Samborskiej, Konwiktorskiej itp. pełno rzemieślników, z których wielu nieboszczyk trzymał dzieci do chrztu, zaległo plac przed Dominikanami, gdzie spoczywało ciało. Trzy konwenta poszły aż na cmentarz przed trumną poczciwego i bogobojnego rzemieślnika.
Marcysię prowadził Józiak i Paweł, ale zaledwo kilka kroków uszła, zemdlała, i Maciusiowa, wioząc ją w dorożce, musiała trzeźwić co chwila sierotę, która ojca kochała nad życie, i tak jak on, każde uczucie głęboko biorąc do serca, całą istotą bolała nad największą stratą, jaką w życiu poniosła. Ojciec Jakub, śpiewając z księżmi pieśń żałobną, oglądał się co chwila na nią i na Józiaka, jakby poczuwając się do zastąpienia im zmarłego, co go jak brata serdecznie umiłował za życia. Kiedy już trumnę spuszczono do dołu, a Józiak, Paweł i kobiety zaledwie zdołały wstrzymać Marcysię, która się rwała do grobu, ojciec Jakub znów i Maciuś perswadowali Jakubowej.
— Ano, po co to — lepiej zostawić córce na pamiątkę.
— Nieboszczyk kum kazał mi wyraźnie, kiedy jeszcze przed powrotem Józiaka dobrze był chory: „Pamiętaj, Jakubowa, żeby ze mną krzyż razem pocho-
1Chrystus lany z mosiądzu lub żelaza, przy obiegniku od cechu zawsze go majstrom przynoszą. (Przyp. autora.)
W dwa dni potem znak żałobny* i okólnik z cechu wezwał majstrów i czeladź na pogrzeb Szczepana Szczepaniaka, majstra kowalskiego. Bractwo cechowe i bractwo Najświętszej Panny Różańcowej, gdzie był wówczas dwa lata podskarbim, wystąpiło ze świecami. Z Rybaków, z Nowego Miasta, z Bugaju, z Zakroczymskiej, z Freta, z Samborskiej, Konwiktorskiej itp. pełno rzemieślników, z których wielu nieboszczyk trzymał dzieci do chrztu, zaległo plac przed Dominikanami, gdzie spoczywało ciało. Trzy konwenta poszły aż na cmentarz przed trumną poczciwego i bogobojnego rzemieślnika.
Marcysię prowadził Józiak i Paweł, ale zaledwo kilka kroków uszła, zemdlała, i Maciusiowa, wioząc ją w dorożce, musiała trzeźwić co chwila sierotę, która ojca kochała nad życie, i tak jak on, każde uczucie głęboko biorąc do serca, całą istotą bolała nad największą stratą, jaką w życiu poniosła. Ojciec Jakub, śpiewając z księżmi pieśń żałobną, oglądał się co chwila na nią i na Józiaka, jakby poczuwając się do zastąpienia im zmarłego, co go jak brata serdecznie umiłował za życia. Kiedy już trumnę spuszczono do dołu, a Józiak, Paweł i kobiety zaledwie zdołały wstrzymać Marcysię, która się rwała do grobu, ojciec Jakub znów i Maciuś perswadowali Jakubowej.
— Ano, po co to — lepiej zostawić córce na pamiątkę.
— Nieboszczyk kum kazał mi wyraźnie, kiedy jeszcze przed powrotem Józiaka dobrze był chory: „Pamiętaj, Jakubowa, żeby ze mną krzyż razem pocho-
1Chrystus lany z mosiądzu lub żelaza, przy obiegniku od cechu zawsze go majstrom przynoszą. (Przyp. autora.)
www.distill.pl