Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 83
Kto więcej wydawał na dom? Kto cię uczył rozumu? A, ty niewdzięczny, i śmieć mnie posądzać... Otóż na złość, kiedy tak, to niechże już będzie, jak powiadasz, najprawdziwsza prawda... Wolę przystojnego, młodego chłopca, co mnie będzie kochał, niż starego niewdzięcznika... Idź sobie, grzybie, na grzyby, a ja za rok będę panią Gulmańcewiczową, może to nieco piękniej niż Jabłuszkową.
— Ależ, kobieto, pomnij, z jakiego cię stanu pojąłem... przed ołtarzem najoczywiściej przysięgaliśmy sobie, Domicelko!
— Co ty mi tam stan będziesz wymawiał, twój był może gorszy niż teraz Kocia, i gdybym nie uprosiła sędziów, nie poświęciła się, rozumiesz, za ciebie, to byś może brzękał podwiązkami w szarej kurcie. A myślisz, że nie dostanę unieważnienia małżeństwa? żem biorąc ślub nie myślała zaraz o tym, żeby go zerwać, jak mi się sprzykrzysz. Ho... ho, naprzód, braliśmy ślub w niewłaściwej parafii, potem, dowiodę, że...
— Jestem nie wiedzieć kim, Domicelko, nie przyprowadzaj mnie do wściekłości — wołał Baltazar podskakując i tupiąc koszlawymi nogami.
— Zamiast wściekłości, bierz, co twoje, dziesięć tysięcy oddałam ci i nie masz żadnej pretensji, a reszta mój zarobek, święcie mój.
— Czterdzieści... czterdzieści tysięcy! — wołał pieniąc się Jabłuszko. — Czterdzieści tysięcy, ty zbrodniarko! Ja cię nauczę, ja ci pokażę!
— Ty mi grozisz? A, tego już zanadto... Panie Marcel, panie Marcel! chodź no pan tutaj... Ten stary nikczemnik śmiał mnie skrzywdzić, uderzyć, stłukł wazon, grozi, że mnie zabije, jesteś pan świadkiem, gwałtu! — wrzasnęła przeraźliwie, aż się rozległo po całym domu. Tymczasem z Marcelem, w pyszny fioletowy
— Ależ, kobieto, pomnij, z jakiego cię stanu pojąłem... przed ołtarzem najoczywiściej przysięgaliśmy sobie, Domicelko!
— Co ty mi tam stan będziesz wymawiał, twój był może gorszy niż teraz Kocia, i gdybym nie uprosiła sędziów, nie poświęciła się, rozumiesz, za ciebie, to byś może brzękał podwiązkami w szarej kurcie. A myślisz, że nie dostanę unieważnienia małżeństwa? żem biorąc ślub nie myślała zaraz o tym, żeby go zerwać, jak mi się sprzykrzysz. Ho... ho, naprzód, braliśmy ślub w niewłaściwej parafii, potem, dowiodę, że...
— Jestem nie wiedzieć kim, Domicelko, nie przyprowadzaj mnie do wściekłości — wołał Baltazar podskakując i tupiąc koszlawymi nogami.
— Zamiast wściekłości, bierz, co twoje, dziesięć tysięcy oddałam ci i nie masz żadnej pretensji, a reszta mój zarobek, święcie mój.
— Czterdzieści... czterdzieści tysięcy! — wołał pieniąc się Jabłuszko. — Czterdzieści tysięcy, ty zbrodniarko! Ja cię nauczę, ja ci pokażę!
— Ty mi grozisz? A, tego już zanadto... Panie Marcel, panie Marcel! chodź no pan tutaj... Ten stary nikczemnik śmiał mnie skrzywdzić, uderzyć, stłukł wazon, grozi, że mnie zabije, jesteś pan świadkiem, gwałtu! — wrzasnęła przeraźliwie, aż się rozległo po całym domu. Tymczasem z Marcelem, w pyszny fioletowy
www.distill.pl