Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 84
szlafrok przybranym, wypchnęła go za drzwi, które na klucz zamknęła.
Tonący brzytwy się chwyta. Zrozpaczonemu Jabłuszce przyszedł pomysł udać się do matki Marcela i błagać ją, żeby syn mógł się wyprowadzić od nich.
Staruszka, pochylona, siwa już zupełnie, przygłuchła, mieszkała na ulicy Starej, obok kościoła Sakramentek. Z trudnością mogąc się utrzymać ze szczupłej emeryturki, z której nieraz synowi musiała coś udzielić, wystarała się za pomocą Pawła o pozwolenie na niższą pensję płci żeńskiej i miała kilkanaście przychodnich panienek, którym najwięcej sama początkowych nauk udzielała.
Poznawszy Jabłuszkę, którego nie chciała znać, chociaż syn mieszkał u nich, okulary rogowe i książka do nabożeństwa upadły jej na ziemię, drgnęła spazmatycznie i lękliwie patrząc, czy służąca czasem nie wyszła, zapytała, czego sobie życzy.
— Ach! najłaskawsza pani Kontrolerowo, jestem nie wiedzieć kim, czy pani zbawić mnie nie możesz, a ja pani nie zrobić przysłużki! — zawołał Baltazar padając jej do nóg.
Opowiedziawszy całą litanię cierpień, dodał ze łzami:
— Pani Kontrolerowo, spraw to pani, żeby się wyprowadził, a daję najświętsze słowo honorowej uczciwości, że dam oto te dziesięć tysięcy, które w listach zastawnych mam przy sobie, złożę u trzeciej osoby dla pani. Zobowiązanko spiszę najświętsze, a dziesięć tysięcy, najczcigodniejsza z najczcigodniejszych pani, to więcej znaczy dla pana Marcela niż kobieta starsza od niego, nieodpowiednia pod względem edukacji i rodu, pani baronowo dobrodziejko, boć po ojcu masz pani prawo do tego tytułu.
Kontrolerowa wahała się długo i znęcona nareszcie
Tonący brzytwy się chwyta. Zrozpaczonemu Jabłuszce przyszedł pomysł udać się do matki Marcela i błagać ją, żeby syn mógł się wyprowadzić od nich.
Staruszka, pochylona, siwa już zupełnie, przygłuchła, mieszkała na ulicy Starej, obok kościoła Sakramentek. Z trudnością mogąc się utrzymać ze szczupłej emeryturki, z której nieraz synowi musiała coś udzielić, wystarała się za pomocą Pawła o pozwolenie na niższą pensję płci żeńskiej i miała kilkanaście przychodnich panienek, którym najwięcej sama początkowych nauk udzielała.
Poznawszy Jabłuszkę, którego nie chciała znać, chociaż syn mieszkał u nich, okulary rogowe i książka do nabożeństwa upadły jej na ziemię, drgnęła spazmatycznie i lękliwie patrząc, czy służąca czasem nie wyszła, zapytała, czego sobie życzy.
— Ach! najłaskawsza pani Kontrolerowo, jestem nie wiedzieć kim, czy pani zbawić mnie nie możesz, a ja pani nie zrobić przysłużki! — zawołał Baltazar padając jej do nóg.
Opowiedziawszy całą litanię cierpień, dodał ze łzami:
— Pani Kontrolerowo, spraw to pani, żeby się wyprowadził, a daję najświętsze słowo honorowej uczciwości, że dam oto te dziesięć tysięcy, które w listach zastawnych mam przy sobie, złożę u trzeciej osoby dla pani. Zobowiązanko spiszę najświętsze, a dziesięć tysięcy, najczcigodniejsza z najczcigodniejszych pani, to więcej znaczy dla pana Marcela niż kobieta starsza od niego, nieodpowiednia pod względem edukacji i rodu, pani baronowo dobrodziejko, boć po ojcu masz pani prawo do tego tytułu.
Kontrolerowa wahała się długo i znęcona nareszcie
www.distill.pl