Domek przy ulicy Głębokiej cz. 5 (Wolski Włodzimierz)
Strona 9
się, przestanie go zadzierać na trzy piętra z przyjaciółmi.
— Do trzysta diabłów, nie gniewaj mnie, kuzynko, bo się pobijemy na ulicy! Ja nie chcę być jego przyjacielem.
— Co to była za kobieta u ciebie, Angélique? — zapytał Beleński wchodząc do żony.
Aniela powiedziała, że ją proszono o protekcję i wsparcie. Nie chciała kompromitować Pawła, który kuzyna swego do ich domu wprowadził. Nie wiedząc zresztą, czy można wierzyć oskarżeniu nieznajomej, a przypuszczając możliwość listowania z jej siostrą, postanowiła rozmówić się z nią naprzód i — nasłuchawszy się prócz tego niemało szczegółów o Gulmańcewiczu od ojca Jakuba — delikatnie uśmierzyć niewczesną skłonność, o której z góry wiedziała, że nigdy dla panny niebezpieczną nie była.
— Prawda nareszcie wyszła na wierzch i jeżeli nie wiedziałaś, to nie domyśliłabyś się nigdy, kto jest owym tajemniczym Amadysem, panegirystą i zapewne korespondentem Karolci — rzekł Beleński, jakoś z kwaśną miną.
— Któż? Ciekawam?
— Ten... ten jakiś Gurmankiewicz, co go tylko dla poczciwego Pawła tolerowałem u nas na wieczorach.
Je vous avoue, gust Karolci nieszczególny — dodał krzywiąc się niesmacznie.
— Skądże dowody na to nowe podejrzenie?
— O! niezaprzeczone! I co najpocieszniejsza, że Paweł, chociaż odradzał Gulmańkiewiczowi, przez powolność dla krewnego, której nie pochwalam, pisywał